Jestem ciekawy, co mają w głowach ludzie, którzy protestują w obecnych warunkach epidemiologicznych. Narażają przy tym zdrowie swoje i innych osób. Nie myślą, nie interesuje ich to, że zaraz ich marsze mogą doprowadzić do tragedii. Codziennie słyszymy o coraz większej liczbie zachorowań, ale jaka jest szansa by to zmienić? Żadna, ponieważ duże zbiorowiska ludzie tylko zwiększają ryzyko zakażenia. Protest tu nie ma żadnego sensu, bo początkowo proaborcyjny ruch przeradza się tu w małpi gąszcz atakujący partię rządzącą. Aj, gdyby to były jedyne ataki…

No i tu pojawia się aspekt totalnie niezrozumiały, sprawiający, że coś zaczyna kłuć w sercu. Strajkujący wpadają do kościołów, zakłócają Msze Święte, atakując przy tym wiarę katolickiej. Ich czyny można określić jednym słowem „profanacja”.  Być może pojęcie te nie jest im znane, ale od razu wyjaśnię konsekwencje z tym związane. Artykuł 196 Kodeksu Karnego jasno mówi, że „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.  W sumie żadna kara nie jest im straszna, bo dążą do postawionego sobie celu, czyli w sumie do niczego. Władza i wiara to dla nich coś, co trzeba tępić, ale przecież w tym przypadku nie ma to żadnego powiązania z początkowym przesłaniem protestu. Prośba do tych, którzy teraz uczestniczą w przedstawieniach na ulicach. Ręce precz od wiary, ręce precz od kościołów.

Przejdźmy do meritum tej sprawy. Ataki są czymś podłym, uderzającym w katolików. Dobrze, że nie wszyscy tak robią, bo z po kościołach nie byłoby śladu. Protesty zmierzają w złym kierunku, pokazują tylko dzikość niektórych osób. Skoro chronią praw do aborcji, to czemu atakują rząd, czemu wykrzykują wulgaryzmy?  Bo jest to tylko pełen nienawiści anty-PiS, pokazujący w pewnych sytuacjach swoją antypolskość. Jedynym ich zamierzeniem jest zdeprymowanie partii rządzącej, co nigdy nie nastąpi. Jestem ciekawy czy ci, którzy teraz strajkują wyszliby na ulice, gdyby w Polsce władza należała do innego ugrupowania? Zapewne nie. Ludzie skończcie „pajacerkę”, wróćcie do domów i zajmijcie się rodzinami. Czas przerwać tą nieodpowiedzialną grę.


Adrian Lewicki