„Nasze czołgi nie są nic warte, jeśli dusze, które mają je prowadzić, są z gliny. Dlatego powiadam: produkcja dusz jest ważniejsza od czołgów. (…) I dlatego wznoszę kieliszek za was, pisarze, za inżynierów dusz”.

Powyższe słowa wypowiedział nie kto inny jak Józef Stalin w czasie zwołanego w 1932 r. spotkania z rosyjskimi pisarzami. Oddają w istocie rzeczy to, jaką rolę polityczną odgrywa kultura z perspektywy politycznej. Powstające na przełomie XIX oraz XX w. ideologie
w swoich politycznych celach i planach miały wytyczone kierunki prowadzące do stworzenia nowego człowieka, który miał zburzyć podwaliny na których powstała w przeszłości cywilizacja łacińska. Tymi podwalinami jest m.in. religia chrześcijańska, filozofia grecka oraz prawo rzymskie. Ideologie nazizmu oraz komunizmu wraz z jej ideologicznymi założycielami miały zmierzać do „ostatecznego” zburzenia i wykorzenienia wpływu chrześcijaństwa na Cywilizację Zachodu. Obie największe w dziejach świata ideologie totalitaryzmu wyrosłe na gruncie filozofii Oświecenia dążyły do zastąpienia starego ładu – nowym, którym miał przewodzić człowiek z natury dobry, doskonały i nieograniczony w swoich pragnieniach oraz żądzach. Nie potrafiący powstrzymać własnego, wrodzonego, wewnętrznego egoizmu.
W gruncie rzeczy zamierzono stworzyć nowy ład z nowymi „bogami” oraz z nowymi wyzutymi z wszelkich norm moralnych oraz etycznych „zasadami”, które miały zastąpić prawo naturalne będące istotą i podstawą zachodniej cywilizacji. Oferując jednocześnie utopię, która miała prowadzić do poprawy ówczesnej sytuacji, zakończenia wyzysku oraz poprawą sytuacji materialnej oraz społecznej wykluczanych dotąd niektórych grup społecznych. W gruncie rzeczy obie ideologie zostały zbudowane na kłamstwie w którym obiecywano rzeszom ludzi stworzenie swoistego raju na ziemi. W rzeczywistości obie ideologie totalitarne traktowały ludzi jako bezwartościowe i łatwe do manipulacji masy. Ojcowie i przywódcy tych ideologii kierowali się w swoim spisku przeciw prawdziwemu człowieczeństwu oraz ładu naturalnemu zasadą „cel uświeca środki” oraz niepohamowaną żądzą stworzenia boga-człowieka w osobach przywódców tych ideologii. Niezmiernie ważnym krokiem na rzecz zdobycia poparcia dla tych celów było przekonanie i pozyskanie młodych pokoleń, które szukało alternatyw wobec otaczającej rzeczywistości społecznej, ekonomicznej oraz politycznej. Tacy polityczni przywódcy jak: Lenin, Hitler oraz Stalin doskonale rozumieli jak ważne jest przekonanie i pozyskanie młodych ludzi do realizacji własnych celów politycznych. Wszyscy ci dyktatorzy dążyli do uformowania „nowego człowieka” wyzutego z zasad moralnych, przyzwoitości oraz gotowego do poświęceń na drodze realizacji zakładanych celów. Istotne w każdym przypadku było zastąpienie starych elit nowymi, które miały być wykreowane na nowych zasadach oraz wychowane w duchu nowej ideologii. To dlatego właśnie wykorzystano do tego celu ówcześnie powstające technologie takie jak: film oraz kino. To właśnie sam W. Lenin w czasach swoich rządów powiedział, że „kino jest najważniejszą ze sztuk”. To właśnie wykorzystanie wówczas istniejących technologii pozwoliło bolszewikom w Rosji przejąć władzę oraz ułatwiało przejąć nazistom władzę w Niemczech. To późniejsze wykorzystanie kultury jako sfery wyznaczającej aktualnie obowiązującą modę oraz trendów, które w połączeniu z narzędziami dezinformacji oraz propagandy pozwoliło umocnić władze nad „duszą” tych społeczeństw. Panowanie nad kulturą miało prowadzić do budowy nowego człowieka. Dlatego obie dyktatury żywiły się
z natury buntowniczymi, idealistycznymi oraz zasadniczo naiwnymi młodymi ludźmi, których poddawano celowo zaplanowanej i rozpisanej na drobne szczegóły indoktrynacji. Tworzono organizacje młodzieżowe finansowane i nadzorowane przez państwo oraz polityków, którzy jak mówił sam Joseph Goebbels raz zdobytej władzy nie zamierzali oddawać. Ich celem było zbudowanie nowych elit przez stworzenie „nowego” człowieka, który zerwałby z wszelkimi zasadami, normami oraz wartościami stojącymi na straży starego porządku. Zwłaszcza
z ograniczoną naturą człowieka, który rozumie, że próba przekroczenia granicy wyznaczonej przez naturę (Boga) skończy się dla samego człowieka cierpieniem, a nawet śmiercią o czym przekonali się sami przywódcy osławionej rewolucji z 1789 r. oraz ci, którzy pragnęli ze świata uczynić jeden wielki obóz śmierci w których zapędziliby wszystkich prawdziwych
i urojonych ideologicznych wrogów.

Przed paroma laty jeden z najpewniej dla wielu nie znanych amerykańskich konserwatywnych politologów wypowiedział bardzo ważne słowa, które w istocie rzeczy oddają to, o co toczy się obecna cywilizacyjna walka w Europie oraz na świecie. Musimy mieć świadomość, że z roku na rok, z dekady na dekadę znajdujemy się jako naród i państwo coraz bliżej środka obecnej walki. Mogliśmy i możemy się o tym przekonać w ciągu ostatnich lat uważnie obserwując i analizując nasz wewnętrzny dyskurs oraz rywalizację polityczną. Takie oto słowa wypowiedział prof. John Lenczowski, które oddają to, o co toczy się współczesna wojna cywilizacyjna:

„Zawsze trzeba widzieć szerszy obraz. Szerszy obraz naszej cywilizacji. Naszej zachodniej cywilizacji, która dała nam wolność, możliwości, dobrobyt, rozumiane nie jako osiągnięcia statystyczne, lecz jako realizacja potencjału człowieka, danych mu przez Boga talentów. To właśnie przynosi kreatywność, innowacyjność, nowe technologie, które skutkują polepszeniem standardu życia. Ale co właściwie jest sercem tej cywilizacji? To rozpoznanie, że istnieje dany od Boga porządek świata. I właśnie o to toczy się tak naprawdę wojna. Wojna pomiędzy tymi, którzy wierzą, że istnieje transcendentny, obiektywny, uniwersalny porządek moralny, i tymi, którzy w to nie wierzą, i którzy sami chcieliby być Bogami”.

Obecna sytuacja społeczno-polityczna w Europie oraz na świecie jest przykładem konfliktu wartości oraz starciem dwóch porządków: ładu oraz chaosu (braku ładu). Jest to starcie tych, którzy uważają, że istnieją obiektywne wynikające z natury nienaruszalne zasady, wartości, prawdy etc. oraz tych, którzy uważają, że wszystko jest zmienne
w zależności od miejsca oraz czasu, a także woli (w ujęciu Heideggera – egoizmu).
Zwłaszcza, że młode pokolenie znajduje się ponownie w samym centrum walki o przyszły kształt świata Zachodu. Obecnie jesteśmy świadkami „buntu młodych”, którzy podobnie jak to miało miejsce w przeszłości zwłaszcza ostatniego wieku nie zgadzają się z obecnym porządkiem. Ostatnie lata pokazały, że bunt młodych to wyzwanie dla wielu państw
i polityków tym bardziej, że protesty jakie miały miejsce w ciągu ostatnich lat dotykały państwa od Hongkongu aż po Chille w Ameryce Południowej. Ich wpływ miał gigantyczne znacznie także w odniesieniu do polityki, gdyż w niektórych z tych krajów władzę przejęła szeroko rozumiana współczesna lewica, która zasadniczo w większości przypadków nie ma nic wspólnego z tradycyjnym „ekonomicznym” marksizmem. Przykładem są kraje Ameryki Południowej (m.in. Argentyna, Urugwaj, Boliwia oraz Chille) oraz Stany Zjednoczone,
w których władzę przejęła światopoglądowa lewica wraz ze zwycięstwem Joe Bidena. Chociaż w przypadku Ameryki Południowej mówienie o realnym skręcie w lewo tego kontynentu jest nie do końca prawdziwym sformułowaniem, to o tyle zmiany jakie zaszły
w samych Stanach Zjednoczonych wyraźnie pokazują w którą stronę zmierza cały Zachód. Niezmiernie ważnym elementem ww. zmian politycznych w krajach zachodniej półkuli było młode pokolenia, które zostały wychowane w świecie cyfryzacji ostatnich trzydziestu lat oraz przede wszystkim globalizacji, która służy posiadaczom wielkiego kapitału oraz przede wszystkim koncernom międzynarodowym. To co kształtuje tożsamość młodych pokoleń to zglobalizowany cyfrowy świat w którym „prawda” nie istnieje. To także kultura, która została na skutek rewolucji 1968 r. zlaicyzowana i przejęta przez permanentnych marksistowskich antykulturowych rewolucjonistów. Tę realną siłę chcą wykorzystać i użyć jako „tarana” do ostatecznej kolejnej już w historii próby doprowadzenia do sytuacji chaosu oraz niestabilności. Do zburzenia starego porządku i zastąpienia go nowym z kolejną wersją „nowego człowieka” dla którego nie będzie istniała żadna moralna oraz etyczna granica. Zwłaszcza w odniesieniu do sfery seksualnej, która od czasów Zygmunta Freuda, Wihelma Reicha, Ericha Fromma oraz Herberta Marcuse znajduje się samym centrum działań i celów jakie chcą realizować współcześni wyznawcy marksizmu antykulturowego. Widzimy to zwłaszcza we współczesnym kinie, które tworzone jest przez zwolenników tego systemu antywartości. Jeśli prawica chce realnie walczyć o młodych musi spróbować odwojować kulturę z rąk laickiego libertarianizmu (marksizmu antykulturowego), którego celem jest całkowita laicyzacja i zrewoltowanie obyczajowe młodych pokoleń. Temu współcześnie służy kino, film, platformy streamingowe oraz social media, które wspierają współczesną rewolucję marksizmu antykulturowego. Cele obecnej rewolucji przed wieloma już laty przedstawił niewielu zapewne znany Michael Swift, który w swoim niezwykle ohydnym
i wulgarnym, ale jednocześnie bardzo szczerym „manifeście gejowskim” z 1987 r. napisał następujące słowa:

„Będziemy sodomizować waszych synów, emblematy waszej kruchej męskości, waszych płytkich marzeń i wulgarnych kłamstw. Będziemy ich uwodzić w waszych szkołach,
w waszych internatach , w waszych siłowniach , w waszych szatniach, w waszych halach sportowych, w waszych seminariach, w waszych grupach młodzieżowych, w łazienkach sal kinowych, w waszych barakach armii, w waszych przystankach dla ciężarówek, we wszystkich waszych męskich klubach, w waszych domach Kongresu, gdziekolwiek mężczyźni są razem z mężczyznami. Wasi synowie staną się naszymi podwładnymi i będą wykonywać nasze rozkazy. Zostaną oni przekształceni na nasz obraz. Będą nas pragnąć i uwielbiać. Będziemy pisać wiersze o miłości między mężczyznami; będziemy wystawiać sztuki, w których mężczyzna otwarcie pieści mężczyznę; nakręcimy filmy o miłości między bohaterskimi mężczyznami, które zastąpią te tanie, płytkie, sentymentalne, mdłe, niedojrzałe heteroseksualne miłostki królujące na ekranach waszych kin. Wyrzeźbimy posągi pięknych młodzieńców, dzielnych atletów, które staną w waszych parkach, na waszych rynkach
i placach. Muzea świata wypełnią się obrazami pełnych wdzięku, nagich chłopaków. Komórka społeczna zwana rodziną – wylęgarnia kłamstwa, zdrady, przeciętności, hipokryzji i przemocy – zostanie obalona. Rodzina, która studzi wyobraźnię i ogranicza wolną wolę, musi zniknąć. Genetyczne laboratoria będą wytwarzać i hodować idealnych chłopców. Będą oni żyć we wspólnocie, wychowywani i kształceni przez homoseksualnych mędrców. Wszystkie kościoły, które nas potępiają, zostaną zamknięte. Naszymi jedynymi bogami są przystojni młodzieńcy. Praktykujemy kult piękna, moralności i estetyki. Wszelka brzydota, pospolitość i banał zostaną unicestwione. Nie dla nas konwenanse klasy średniej, możemy żyć swobodnie, posłuszni jedynie czystej wyobraźni. Zbyt wiele to dla nas za mało. W stworzonym przez nas wspaniałym społeczeństwie rządy będzie sprawować elita złożona z gejowskich poetów. Jednym z wymogów uzyskania wpływowej pozycji w tej nowej homo erotycznej społeczności będzie oddawanie się greckiej namiętności. Każdy mężczyzna zarażony heteroseksualną żądzą będzie automatycznie pozbawiony prawa do zajmowania wpływowej pozycji. Wszystkie męskie osobniki, które w swojej głupocie będą uparcie trwać przy swoim heteroseksualizmie, staną przed homoseksualnymi sądami i zostaną skazani na niewidzialność.

I na koniec moje ulubione zakończenie – „Drżyjcie, hetero świnie, kiedy staniemy przed wami bez naszych masek”.

Współczesna rewolucja ideologii gender zasadniczo nie jest niczym nowym. Ona czerpie wzorce ideowe z „filozofów” postmodernizmu, którzy byli ideowymi autorami obyczajowej rewolty z 1968 r. na Zachodzie. Przy czym należy zaznaczyć, że ich idee „wyzwolenia” także nie były niczym nowym. Pierwsze próby „wyzwolenia” seksualnego mężczyzn oraz przede wszystkim kobiet, które zawsze były, są i będą (zwłaszcza nastoletnie dziewczyny) obiektem celu działań rewolucjonistów rozpoczęły się wraz z wybuchem i sukcesem rewolucji bolszewickiej. Ponieważ kobieta jest trzonem i najważniejszą osobą w rodzinie. Bez niej rodzina nie może powstać, ani istnieć. Rewolucjoniści w przeszłości oraz współczesności doskonale to rozumieli i rozumieją. Rewolucja bolszewicka z 1917 r. czerpiąca ideowe, ale przede wszystkim obyczajowe wzorce doprowadziła do sytuacji totalnego zanegowania przeszłości. Ówcześni rewolucjoniści do której należały m.in. Aleksandra Kołłontaj, Innesa Amand oraz Angelica Balabanoff opowiadały się za tzw. rewolucją seksualną, ażeby wyemancypować kobiety. Amand głosiła wolną miłość oraz erotyczną przyjaźń między mężczyznami i kobietami jako równymi partnerami, uwalniając tym samym kobiety od „małżeńskiej służebności”, obie płcie zaś od ciężaru monogamii. Opowiadały się one za teorią „szklanki wody zgodnie z którą zaspokojenie pożądania w społeczeństwie komunistycznym powinno być równie nieskomplikowane jak wypicie „szklanki wody”. Stopniowy rozpad „burżuazyjnej” rodziny wskutek liberalnej reformy praw regulujących kwestie małżeństwa, rozwodu i aborcji miał wyzwolić kobiety. Jak opisuje to Orlando Figes w swojej książce „Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891-1924”, Wydział Kobiecy Sekretariatu Komitetu Centralnego (Żenotdieł), założony w 1919 roku, postawił sobie zadanie „przemiany kobiet” przez zmobilizowanie ich do lokalnej pracy politycznej i poprzez edukacyjną propagandę. Warto dodać, iż skutki tych ww. działań były odwrotne od zakładanych. Wyzysk oraz traktowanie kobiet jako przedmiotu do zaspokajania żądz i pragnień tylko wzrósł. Podobnie jak liczba rozwodów. Wszystko to groziło prawdziwemu załamaniu społecznemu. Także sam Lenin nie popierał pseudo reform Kołłontaj i jej ideologicznych koleżanek. Ostatecznie odsunął je od władzy sam Józef Stalin, który zerwał z tym, co chciała wprowadzać Kołłontaj. Podobnie będzie, gdy współczesna lewica będzie wprowadzała swoje szkodliwe utopijne
i szkodliwe zmiany mające na celu „wyzwolenie kobiet” spod ucisku mężczyzn. Skutki będą odwrotne od zamierzonych.

Ta walka będzie trwać dopóki istniejemy my-ludzie, którzy zostaliśmy obdarzeni przez Boga lub jak kto woli „naturę” wolną wolą. Zawsze mamy wybór drogi, jaką wybierzemy. Od jej wyboru zależeć będzie los Europy, Świata, ale przede wszystkim naszej ojczyzny. Jako osoby przywiązane do tradycyjnych wartości jesteśmy zobligowani do ich obrony przed tymi, którzy w myśl realizacji własnych utopijnych, nierealnych do zrealizowania marzeń oraz celów chcą uczynić siebie jako „bogami” w ludzkiej skórze. Decydującymi o życiu i śmierci oraz niepohamowani w swoich żądzach oraz pragnieniach (egoizmu). Pamiętajmy, że naszym orężem jest wiara i nadzieja. Zdobycie przewagi można uzyskać tylko i wyłącznie w drodze poznawania ich ideowych korzeni. Poprzez lekturę tych autorów i filozofów, którzy stworzyli ideowe podstawy pod współczesną rewolucję antywartości. Nie możemy jednak się poddawać i biernie przyglądać się temu, co chcą realizować współcześni neomarksiści kulturowi oraz libertarianie obyczajowi. Podobnie jak to miało miejsce niejednokrotnie
w przeszłości ta nowa rewolucja zasadniczo czerpiąca wzorce z przeszłości nie ma ostatecznej szansy na powodzenie. Pokazuje to wyraźnie historia zarówno ta starożytna, jak i nowożytna. Antyczne Ateny o których wspomina i do których chce nawiązywać Michel Swift upadły na skutek upadku obyczajów. Podobnie jak inne późniejsze cywilizacje oraz państwa, które w przeciwieństwie do tych pierwszych były silniejsze, ale przede wszystkim wewnętrznie bardziej zwarte. Podobnie będzie także dziś z naszą cywilizacją, która może się wewnętrznie rozpaść. Wiele zależy od nas i naszych działań. Kluczem do tego jest zrozumienie przebiegu dziejów i wyciągnięcie wniosków z historii w której możemy odnaleźć wiele przykładów tego do czego prowadzi obyczajowa ideologiczna rewolucja. Niezależnie jak opisywaliby to zwolennicy tych zmian oraz ich oddziały, to zawsze będzie element walki zła z dobrem, która trwa odkąd istnieje nasz świat. Odkąd istniejemy my-ludzie.

Arkadiusz Stankowski