Obecnie kończący się rok otwierający de facto nową dekadę zapisze się w historii świata jako czas epidemii, kryzysu, wyzwań, ale przede wszystkim zaostrzającej się globalnej rywalizacji mocarstw. Zapewne większość osób nie zdaje sobie sprawy w jakich czasach żyje, gdyż sądziliśmy, że wolność, pokój i dobrobyt to są wartości już na stałe wpisane w naszą europejską rzeczywistość. Obecnie kończący się rok udowodnił jednak, że to były nasze złudne marzenia. Jednakże proces globalnych zmian w ładzie światowym rozpoczął się już znacznie wcześniej.

Poprzedni kryzys gospodarczy, a także błędna polityka Stanów Zjednoczonych, ale także całego Zachodu pozwoliła wzmocnić się tym państwom, których celem była zmiana powstałego po 1991 r. statusu quo. Równowaga sił jaka powstała po zakończeniu Zimnej Wojny i zwycięstwa Stanów Zjednoczonych doprowadziły do powstania jednobiegunowego świata w którym Stany Zjednoczone zajmowały pozycję hegemona. Jednym z elementów jaki towarzyszył tej równowadze było odzyskanie przez Polskę suwerenności, a także możliwość zakotwiczenia w porcie jaki nosi nazwę „Zachód”.

Przypieczętowaniem tego procesu było członkostwo Polski, ale także całego regionu Europy Środkowej w strukturach zachodu. Wielu z nas zapewne sądziło, że ten czas nazwijmy to pozytywnej koniunktury międzynarodowej, ale także gospodarczego dobrobytu będzie trwał już przez następny wiek. Niektórzy uważali nawet, że zwycięstwo Zachodu w 1991 r. doprowadziło do zakończenia historii. Jeśli tak postrzegaliśmy rzeczywistość do 2020 r., to obecnie kończący się rok powinien dać wszystkim do zrozumienia, że nie ma powrotu do przeszłości. Kończy się czas w którym to Zachód odgrywał główną rolę w kształtowaniu ładu światowego. Przejawem tego stanu jest trwający strukturalny kryzys Cywilizacji Zachodniej na płaszczyźnie aksjologicznej, ale także gospodarczej i politycznej. Dotychczasowy podział na osi: centrum, pół peryferie, peryferie będącego istotną częścią teorii globalizacji Immanuela Wallersteina zmienia się, a obecna pandemia ten proces niewątpliwie przyspieszy, gdyż obecny pretendent do zajęcia statusu hegemona światowego – Chiny, ale także inne państwa azjatyckie radzą sobie niewątpliwie dużo lepiej z obecną pandemią. Co więcej, pandemia udowodniła, że Chin nie da się już gospodarczo zatrzymać pomimo problemów z jakimi ten kraj musi się zmierzyć. Mam tutaj na myśli oczywiście demografię jest niekorzystna. Niemniej, Chiny w ciągu ostatnich trzydziestu lat zbudowały własną potęgę gospodarczą głównie dzięki naiwności przywódców państw Zachodu, którzy sami doprowadzili do powstania tego nazywanego przez niektórych „potworka”. Było
to możliwe dzięki politycznej i gospodarczej protekcji jaka miała miejsce od lat 70 XX w.

W tle codziennych zmagań z pandemią, kryzysem gospodarczym i idącymi za nim problemami społecznymi i politycznymi rozgrywa się wielka gra mocarstw, która na ten moment nie wiadomo
w jaką stronę zmierza. Z jednej strony eksperci odwołują się do analizy rzeczywistości międzynarodowej powstałej przed wybuchem I wojny światowej, a z drugiej strony niektórzy uważają, że Chiny czeka prędzej, czy później wykolejenie. Widzimy jednak, że ta rywalizacja przebiega nie tylko pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, ale także pomiędzy innymi państwami czego dobitnie doświadczamy także w Unii Europejskiej. Na horyzoncie widać wyraźnie, że świat zmierza w stronę systemu wielobiegunowego w którym nie będzie jednego hegemona. W tym systemie będziemy mieli do czynienia z wieloma regionalnymi hegemonami. Obecna gra toczy się o to kto będzie kontrolował kluczowe regiony: Europa Środkowa (nazywana przez niektórych region ABC), Bliski Wschód, Azja Centralna (szerzej Mackinderowski Heartland), a także Azja Południowo-Wschodnia. W myśl teorii Hallforda Mackindera wszystkie te regiony tworzą Światową Wyspę
o którą od wieków trwa rywalizacja. Obecny koncert mocarstw choć nie jest jeszcze tak odczuwalny w Polsce wchodzi w kolejną fazę. Już teraz rywalizacja przebiega na kilku polach jednocześnie: gospodarczym – technologicznym, militarnym, politycznym, ale także społecznym. W sferze militarnej możemy zaobserwować, że rywalizacja ta nie przebiega już tylko wzdłuż tradycyjnych domen, a więc lądu, wody i powietrza, ale wchodzi także w przestrzeń kosmiczną o czym świadczy fakt, iż niektóre mocarstwa chcą militaryzować przestrzeń kosmiczną (łamiąc tym samym obecnie obowiązuje prawo międzynarodowe) po to, aby kontrolować tamtejszą przestrzeń niezbędną do przeprowadzania dalszych ekspansji w przyszłości. Istotnej z punktu widzenia dalszego rozwoju technologicznego świata. Należy mieć bowiem świadomość, że ten kto będzie ów przestrzeń kontrolował, ten będzie światowym hegemonem ponieważ będzie kontrolował kluczowe linie komunikacyjne i będzie ośrodkiem wyznaczającym reguły gry panujące w przestrzeni międzynarodowej. Musimy w Polsce mieć świadomość o tym, że obecnie skala wyzwań i przebieg rywalizacji lub jak kto woli koncertu mocarstw odbywa się na przestrzeni, a nie jak my błędnie sądzimy na pojedynczym polu. Dynamika wydarzeń z tego roku dosyć wyraźnie pokazuje bowiem, że zmierzamy w stronę zaostrzenia rywalizacji, a może wybuchu otwartej konfrontacji militarnej? W tym kontekście warto dokonać analizy podobnych procesów, które miały miejsce w przeszłości. W prawie wszystkich przypadkach taka rywalizacja kończyła się wojną po której następowało utworzenie nowego ładu geopolitycznego. Oczywiście, obecna sytuacja może doprowadzić do podziału świata w drodze pokojowej – dyplomatycznej. Z całą pewnością takiego rozwoju wydarzeń chciałyby Chiny, którym zależy na rozszerzaniu dalszej ekspansji gospodarczej, ale także militarnej na inne regiony
i kontynenty. Obawiam się jednak, że elity polityczne i wojskowe zdecydują, że zatrzymanie chińskich ambicji i potęgi bez wojny może okazać się nie możliwa. Niewątpliwie obecnie znajdujemy się calusewitzowskim okresie poprzedzającym wojnę. Pandemia według niektórych ekspertów może przyspieszyć jej wybuch. Widać jednak wyraźnie, że na ten moment napięcia militarne wzrastają (Europa Wschodnia, Kaukaz, Bliski Wschód, Afryka Płn., Pacyfik).

Powyższy skrócony opis rywalizacji powinien nam uzmysłowić, że Polska z powodów historycznych, ale także w mojej ocenie z lekceważącego podejścia do spraw i interesów państwa na przestrzeni ostatnich trzech dekad powoduje, iż ta rywalizacja będzie się pogłębiała niezależnie od naszej polityki. Nasze oddziaływanie na ten proces jako państwa średniego jest i będzie niewielkie. Jednakże możemy odegrać w tym procesie ważną rolę jeśli wykorzystamy obecne położenie geopolityczne istotne
z punktu widzenia tworzenia nowych linii komunikacyjnych będących krwiobiegiem przyszłego ładu światowego (Trójmorze). Jeśli wykorzystamy obecne szanse, ale także wewnętrzny potencjał i przede wszystkim zajmiemy się realną naprawą niewydolnego niestety aparatu państwa, to możemy w tej rywalizacji wziąć nie tylko udział, ale przede wszystkim będziemy mogli wzmocnić własną pozycję zarówno w regionie Europy Środkowej i szerzej Unii Europejskiej, ale przede wszystkim
w odniesieniu do wymiaru globalnego. Polska i Europa Środkowa ma bardzo duży potencjał do wzrostu gospodarczego, co udowodniły ostatnie lata. Rozwijamy się szybciej niż kraje strefy Euro, gonimy pochłonięte kryzysem gospodarczym Południe Europy i przede wszystkim mamy solidne podłoże aksjologiczne, które kształtuje naszą tożsamość. Nie można też zapominać, że jak dotąd lepiej radzimy sobie z gospodarczymi skutkami pandemii, ale na ostateczne oceny przyjdzie jeszcze czas. Dotychczasowe wskaźniki makroekonomiczne są dla naszego kraju korzystne. Niemniej, przyszłość zweryfikuje nasz nazwijmy to „optymizm”. Oczywiście, nasi zewnętrzni przeciwnicy rozumiejący prawidła geopolityki będą chcieli nas z tej drogi zawrócić próbując przeprowadzać w Polsce kolorowe rewolucje, które przejawiać się mają uderzeniem w podstawy aksjologiczne narodu, ale także obalenia tych władz, które stoją na przeszkodzie realizacji różnego rodzaju niekorzystnych z naszego punktu widzenia interesów. Władz, które chcą realnej naprawy niewydolnego państwa. Pandemia ostatecznie udowodni tezę na temat niewydolności państwa i popełnionych błędów na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat, które skutkują tym, że jako kraj nie byliśmy przygotowani na sytuację kryzysową jaka ma obecnie miejsce.

Trójmorze jest jedną z takich przeszkód. Jest to projekt, który został zainicjowany we współpracy Prezydenta RP Andrzeja Dudy i Prezydent Republiki Chorwacji Kolindy Grabar Kitarović. Mam tutaj na myśli projekt Trójmorza, który jest często określany jako Międzymorze. Otóż ten projekt, którym zainteresowały się ostatecznie Stany Zjednoczone w czasie prezydentury Donalda Trumpa godzi w interesy Zachodu, który powiedzmy sobie szczerze nie jest za bardzo zainteresowany wzmacnianiem pozycji państw Europy Środkowej, ale także dla Rosji, która dąży do odbudowy swojego imperium i rozciągnięcia swojej strefy wpływów na region Europy Środkowej. Rosyjskie elity polityczne doskonale rozumieją bowiem prawidła o których w skrócie pisałem wcześniej. Ich celem jest ekspansja i odbudowa potęgi w drodze stosowania imperialnej polityki wykorzystującej różne narzędzia. Widzimy to w kontekście wojny w Gruzji, na Ukrainie, w Syrii, Libii, Sudanie, ale także w kontekście batalii o Nord Stream II. Otóż celem Trójmorza oprócz rozbudowy infrastruktury regionalnej jest w mojej ocenie wypchnięcie wpływów rosyjskich z Europy Środkowej, ale także chińskich o czym świadczy fakt, że Polska i część państw odrzuciła tzw. chińskie 5G. Dodatkowo, powstanie Trójmorza spowodowało, że inny format, który ja nazywam „chińskim międzymorzem” – „17+1” został zmarginalizowany. Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych jest to korzystne bowiem w takim ujęciu Trójmorze pełni rolę „kordonu sanitarnego” wobec Rosji, ale przede wszystkim wobec Chin, które dążą do połączenia Azji i Europy kontynentalnymi węzłami komunikacyjnymi (projekt OBOR, który napotyka na liczne trudności w ostatnim czasie). Warto sobie zadać jednak pytanie, czy Polska powinna taką rolę zajmować? W mojej ocenie Polska powinna przede wszystkim wykorzystać własne położenie i potencjał do utworzenia habu komunikacyjnego – gospodarczego pomiędzy Wschodem i Zachodem, Północą a Południem. Powinna prowadzić wielowektorową politykę, która będzie wzmacniała nas na arenie międzynarodowej. Oczywiście wielowektorowość nie oznacza, że Polska ma bezwarunkowo przyjąć interes rosyjski albo niemiecki za swój. Pozwolić utworzyć
na nowo kondominium niemiecko-rosyjskie nad Wisłą. W mojej koncepcji wielowektorowość oznacza większe zaangażowanie nie tylko na forum regionalnym oraz unijnym, ale przede wszystkim w otoczeniu zewnętrznym. Mam tutaj na myśli pogłębienie relacji z krajami azjatyckimi, afrykańskimi i bliskowschodnimi. Polska ma do tego podstawy, gdyż była pozytywnie oceniana przez Południe głównie z powodów historycznych. Z powodu podobnych doświadczeń niewoli, wyzysku kolonialnego etc. To świetnie wykorzystały władze poprzedniego ustroju, które w przeciwieństwie do rządów III RP interesowały się nawiązaniem i pogłębieniem relacji z krajami postkolonialnymi, które obecnie zaczynają wyrastać na czołowe potęgi gospodarcze (min. Indie oraz Indonezja). Naszym celem powinno być tworzenie potęgi gospodarczej. Być może brzmi to bardzo odlegle i dla wielu może być to nierealne, ale ostatnie lata dobrej koniunktury pokazały, że to nie jest niemożliwe.
W tę stronę należy niewątpliwie podążać jednocześnie rozbudowując sieć sojuszy i pogłębionych relacji z tymi krajami, które dotąd albo lekceważyliśmy albo uznawaliśmy, że się dla nas kompletnie nie liczą. Moim największym zarzutem odnoszącym się do polityki III RP w sferze polityki zagranicznej jest to, że traktowaliśmy południową półkule (tzw. Trzeci Świat) jako region peryferyjny. W mojej ocenie takie myślenie jest błędne i mam nadzieję, że ono odejdzie. Uważam, że przyjęcie utopijnego konstruktywistycznego postrzegania rzeczywistości międzynarodowej doprowadziło do tego, że obecnie nie rozumiemy tego, co się właśnie dzieje. Mam nadzieję, że obecnie kończący się 2020 r. doprowadzi do tego, że myślenie „tu i  teraz” będące istotą tego, co ja definiuję mianem „mentalności kongresowej” zostanie zastąpione postrzeganiem rzeczywistości, planowanie i realizowaniem polityki państwa z perspektywy przyszłości.

Moim największym życzeniem na nadchodzący 2021 r. jest to, aby tematy marginalne cieszące się zainteresowaniem opinii publicznej zostaną zastąpione wielkimi debatami narodowymi na temat wyzwań i problemów z jakimi będziemy musieli się zmierzyć w nadchodzącym dla Polski trudnym dwudziestoleciu. Ono będzie decydujące dla naszego położenia i roli jaką będziemy wypełniać jako naród, jako państwo w wielosektorowym, złożonym świecie. Jednakże to było możliwe potrzebujemy zmiany naszej mentalności. Zwłaszcza mentalności i złudnego przestrzegania rzeczywistości europocentrycznych i postkomunistycznych elit. Jeśli tej próbie nie zdołamy sprostać, to historia nas dosięgnie prędzej, czy później. Wówczas dotychczasowe podziały socjopolityczne, które definiują naszą rzeczywistość polityczną przestaną mieć znaczenie. Będzie już jednak za późno. Mam jednak nadzieję, że ostatecznie do tego nie dojdzie, ale nasza historia pokazuje jednak, że nasza niepodległość i suwerenność nie są dane raz na zawsze. Tak samo jak sojusze w które wierzyliśmy i wierzymy zależą od tego jaki będzie rozkład sił i interesów mocarstw. Jaka będzie panować sytuacja geopolityczna.

Tymczasem chciałbym życzyć państwu zdrowych, radosnych i przede wszystkim rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Niech one dadzą nam nadzieje na to, że przyszłość dla nas, naszych bliskich i naszego narodu może być lepsza i piękniejsza. Tego każdemu w Polsce Życzę mimo bardzo często dzielących nas różnic politycznych!

Na nadchodzący 2021 r. Życzę Państwu realizacji marzeń i wszystkiego dobrego. Miejmy nadzieję, że przyszły rok będzie lepszy dla nas wszystkich.

Arkadiusz Stankowski