Unijna dyrektywa o prawach autorskich , czyli „Acta 2”, to cenzura wprowadzona w Internecie pod szczytnymi hasłami ochrony praw autorskich i własności intelektualnej. W Polsce znamy to zjawisko od najgorszej strony. Przy czym to wydanie cenzury jest jak z najgorszego snu. Bo nożyczki cenzorskie dano korporacjom kontrolującym Internet, które mogą się wygodnie ukryć za operującymi w ich imieniu algorytmami.  Oficjalnie strzec nas będą przed publikowaniem kradzionych treści, ale to może znaczyć dosłownie wszystko. Łącznie z próbami zakneblowania tych, których poglądy nie odpowiadają właścicielom internetowych korporacji oraz ich politycznym sprzymierzeńcom. Nie trzeba daleko szukać, nie raz i nie dwa zdarzały się przecież przypadki blokowania prawicowych treści przez Facebook. Wartości intelektualnych należy bronić i karać tych, którzy je sobie przywłaszczają ale nie za pomocą narzędzia porównywalnego do broni atomowej.

W świetle przyjęcia dyrektywy zastanawia również żądanie opozycji, aby wszystko co unijne było w Polsce przyjmowane bezkrytycznie. Stawianie tego postulatu jako nadrzędnego w kampanii do Parlamentu Europejskiego. Uczynienie z niego pierwszego i jedynego punktu programowego. Atakowanie wszystkich, którzy chcą Brukseli patrzeć na ręce. Może opozycji chodzi właśnie o zamykaniem ust inaczej myślącym? Nie udaje się w Polsce dlatego tak wielu z nich zagłosowało za cenzurą w Europie. Ale konia z rzędem temu kto mi wytłumaczy jak to się ma do haseł o obronie demokracji, którymi opozycja z takim zapałem wymachuje.

Za dyrektywą cenzurującą Internet głosowali europosłowie PO, którzy lansują się na obrońców wolności. Między innymi cenzurę w internecie poparli Julia Pitera, Danuta Hubner, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Marek Plura, Tadeusz Zwiefka, Barbara Kudrycka, Bogdan Zdrojewski.

Maciej Małecki