Gdy rząd ogłosił program wsparcia dla terenów popegeerowskich, ile było szyderstw i kpin ze strony tzw. opozycyjnych liberałów. Niemała część z nich nabrała dziwnie wody w usta albo uparcie broni artystów, którzy po znajomości zaszczepili się na COVID-19. To wszystko dobrze pokazuje obyczaje III RP.

Dla ofiar transformacji – tylko szyderstwa i piach w oczy. Dla elity III RP – formalne i nieformalne przywileje, zwykle załatwiane po cichu. A żeby było jeszcze śmieszniej, to często są to nawyki, znajomości i przywileje z czasów PRL. „Konstytucja, demokracja”? A może tak naprawdę homo sovieticusem jest zupełnie ktoś inny, niż nam się to zwykle przedstawia? I może największym problemem III RP byli nie biedni popegeerowcy, ale elita, przyzwyczajona, że ma wszystko po znajomości, z taką pogardą często wypowiadająca się o zwykłych ludziach?

źródło: niezależna.pl/krzysztof wołodźko