Z miesięcznym opóźnieniem europarlament wybrał nową Komisję Europejską. Jean-Claude Juncker idzie na emeryturę, ale Frans Timmermans się załapał – co prawda nie na przewodniczącego KE (jego marzenie nr 1) ani Rady Europejskiej (jego marzenie nr 2), ale na jednego z siedmiu wiceprzewodniczących Komisji.

Nowa KE będzie dla Polski na pewno lepsza niż poprzednia, bo przy odchodzącym z polityki Junckerze Timmermans robił, co chciał. Teraz będzie musiał uznać przywództwo Niemców i Ursuli von der Leyen, za którą stoi autorytet największego kraju w UE. W interesie von der Leyen będzie utrzymywać dobre relacje z Polską, zwłaszcza że już teraz walczy, moim zdaniem, o swoją drugą kadencję – inaczej niż Juncker. W programie nowej Komisji Europejskiej widzę plusy i minusy. Na przykład plusem jest zmiana podejścia do oceny praworządności w poszczególnych krajach. Minusem – chęć dokończenia unii bankowej. To akurat kolejny instrument federalizowania Europy za wszelką cenę. Stanowisko Polski musi być pragmatyczne, na działalność nowej Komisji będziemy patrzyli przez pryzmat polskich interesów i tego, na ile KE będzie je respektowała.

źródło: niezależna.pl/ryszard czarnecki