W znacznej części formacji rządzącej panuje przekonanie, że zdobycie władzy po raz drugi to szczyt marzeń. Zaczyna się więc proces układania z „rzeczywistością”, bo za cztery lata też będzie trzeba jakoś żyć. Nic w tym złego – odpowiedzialny człowiek musi się troszczyć o swoją rodzinę i ma prawo zadbać o siebie samego.

Problem w tym, że ten, kto piastuje urzędy państwowe, musi mieć przede wszystkim inną perspektywę – tych, którzy mu te urzędy powierzyli, czyli wyborców. Niezbyt zgadzałem się z decyzjami obniżającymi pensje posłów i mrożącymi wynagrodzenia wysokich urzędników państwowych. One muszą być na tyle duże, żeby rynek nie wysysał dobrych szefów. Ale jeśli ktoś się zgodził na sprawowanie funkcji publicznych, to powinien je pełnić najlepiej jak się da. Jeśli politycy i urzędnicy państwowi powinni mieć jakieś ambicje – poza sukcesem Polski – to takie, by społeczeństwo jeszcze raz dało im mandat do rządzenia. Trzeba tak rządzić, by nawet przy gorszych konfiguracjach politycznych kontynuować misję dobrej zmiany. Jak na razie nie ma dla niej żadnej alternatywy. Nie ma też sensownej alternatywy dla jej kierownictwa. Więc zakulisowe gierki koterii mnie kompletnie nie interesują.

źródło: niezalezna.pl/tomasz sakiewicz