Zrzut ekranu 2018-09-13 o 20.52.10W ostatnich dniach dużo mówi się o wolności słowa. Przedstawiciele opozycji w ramach protestu bojkotują udział w programach Telewizji Publicznej. Podnoszone są zarzuty o stronniczości, o braku sprawiedliwości w doborze materiałów informacyjnych i czasu przeznaczanego dla gości.

I wszystko byłoby dobrze gdyby za słowami szły czyny. A z tym jest duży problem o czym najlepiej świadczy praktyka, którą w sejmiku mazowieckim pod przywództwem Adama Struzika stosują przedstawiciele zarówno Platformy Obywatelskiej jak i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Rozmawiamy o biuletynie informacyjnym wydawanym przez samorząd wojewódzki pod tytułem „Mazowsze. Sercu Polski”. Nawet dla postronnego czytelnika charakter tego wydawnictwa jest wybitnie jednostronny i propagandowy. Za publiczne pieniądze (bardzo duże) otrzymujemy przekaz polityczny skierowany na wychwalanie władz wojewódzkich i przy okazji krytykę rządu.

Radni opozycji w sejmiku mazowieckim podnosili wielokrotnie te kwestie. Zwracali uwagę na ogromne koszty gazety i mówili o jej propagandowym charakterze. Marszałek Adam Struzik w niedawnej dyskusji podczas sesji sejmiku zdawał się nie rozumieć tych zarzutów i stwierdził, że każdy z radnych może tam opublikować chociażby nawet i wiersz.

Mając te słowa w pamięci, a także postulowaną przez radnych Koalicji Obywatelskiej otwartość, wolność słowa, transparentność, a także obywatelskość jako radny wojewódzki zadałem pytanie czy jest możliwość, żebym po wszelkich uzgodnieniach mógł raz w miesiącu publikować swój tekst w samorządowym przecież biuletynie. Na reakcję czekałem miesiąc i pewnie nikogo nie zaskoczę, ale oczywiście otrzymałem odpowiedź odmowną. I właśnie tak w praktyce kończy się mowa o wartościach demokratycznych, wolności słowa i otwartości. Mowa, która nie wytrzymuje weryfikacji z codziennością samorządową.

I jeżeli któryś z radnych wojewódzkich, który z taką zapalczywością walczy o wolność słowa napisze coś o telewizji publicznej zawsze można go zapytać o biuletyn pod tytułem „Mazowsze. Serce Polski”. Ciekawe co wtedy odpowie.

Dla kogoś może to i błaha sprawa, ale jest jeszcze inna ważna kwestia. Otóż wielokrotnie informowałem (w tym samego Marszałka Struzika), że wydawanie gazet samorządowych za publiczne pieniądze jest według rezolucji Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zagrożeniem dla wolności słowa i prasy. Przedstawiciele władz wojewódzkich nie chcą tego dostrzegać, bo dla nich te wartości kończą się tam gdzie zaczyna własna propaganda. Przykre to i smutne zarazem.

A jeszcze innym aspektem tej sprawy są wielkoformatowe i wielokolumnowe reklamy samorządu mazowieckiego w prasie lokalnej w formie artykułów i wywiadów. Czasami te reklamy mają wiele stron i nie ma w nich nawet odnośnika, że materiał jest sponsorowany. Nikt tego nie kontroluje i zwykły czytelnik może pomyśleć, że w każdym numerze dany tygodnik czy periodyk z własnej woli poświęca na przykład cztery strony wychwalające Adama Struzika i osiągnięcia jego rządów. Kiedy zapytałem o koszty tych reklam, otrzymałem wymijającą odpowiedź, że Urząd Marszałkowski „nie wykupuje reklam, prowadzi natomiast współpracę z prasą lokalną i kościelną oraz rozgłośniami katolickimi”. Ponowiłem pytanie o koszt i zakres tej współpracy. O wynikach poinformuję czytelników. O ile oczywiście uda mi się uzyskać odpowiedź.

Artur Czapliński